Ars Lumpendi, czyli poradnik lumpeksowego łowcy – Cz. I.

Do hymnu! 😀
źródło: curtisandersen.com

W komentarzach i e-mailach często pojawia się pytanie jak to się dzieje, że udaje mi się znajdować w sklepach z używaną odzieżą tyle ciekawych rzeczy. W internecie znaleźć można masę lepszych bądź gorszych poradników mających na celu pomoc stawiającym swe pierwsze kroki w tym temacie. Ja jednak, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom czytelników, postanowiłem sporządzić własny poradnik, gdyż żaden z dotychczas przeze mnie czytanych w mojej ocenie nie wyczerpywał tego zagadnienia w pełni. Moim celem było jak najszersze ujęcie tematu, efektem czego w tekście pojawić się mogą pewne, rażące bardziej zorientowanych, truizmy. Gwoli jednak dziennikarskiej rzetelności zdecydowałem się na ich umieszczenie – nigdy nie ma pewności, że te informacje nikomu się nie przydadzą, a jeśli przydadzą się choć jednej osobie, to zdecydowanie było dlań warto 🙂

Ze względu na obfitość treści, która, przyznać muszę, mnie zaskoczyła, jak i biorąc pod uwagę blogową ekonomikę, postanowiłem podzielić wpis na dwie części: pierwsza zawiera nieco informacji teoretycznych jak i wskazówki dobrego przygotowania się do zakupów, w drugiej znajdą się konkretne porady dotyczące tytułowej sztuki kupowania w sklepach z używaną odzieżą 🙂

1. Na wstępie o towarze.

Kiedy stawiałem pierwsze kroki na drodze lumpeksowego łowcy bardzo często, patrząc na znajdowane w świetnej kondycji rzeczy, w mojej głowie rodziło się nurtujące pytanie: jak ktoś mógł się tego pozbyć?! Po pewnym czasie złapałem się na tym, że ogranicza mnie polski sposób myślenia o cenach ubrań, a by zrozumieć istotę tego zjawiska, trzeba zmienić optykę na bardziej światową.

Gdy idzie o sieciówki, bo to jednak one zaopatrują w ubrania lwią część ludzkiej populacji, ich polityka cenowa opiera się na założeniu jednolitości ustalonej wartości oferowanych przez siebie wyrobów. Tak np. H&M, wyznaczając cenę marynarki na 50 euro, następnie przeliczą tę wartość na inne waluty, uzyskując cenę dla danego kraju ( w Polsce 229 zł). Czy to w złotówkach, euro czy frankach na konto odzieżowej firmy trafi jednakowa ilość pieniędzy, przez co sprzedaż jest opłacalna bez względu na położenie geograficzne.

Niestety jednak z tego powodu cierpią kraje, charakteryzujące się niskimi dochodami mieszkańców, w tym Polska. Bardzo często mówi się, że w naszym kraju ceny są jednymi z najniższych w Europie. Takie przeliczanie „na sucho” jednak jest wysoce niesprawiedliwe z tego względu, iż nie uwzględnia proporcji między ceną dobra a możliwościami nabywczymi kupujących. Gdy średniozamożny Europejczyk, zarabiający 1500 euro miesięcznie jest w stanie spokojnie za tę pensję wyżyć, pozwalając sobie na wyasygnowanie części środków na pewne „zachcianki”, Polak zarabiający tę samą kwotę w złotówkach ledwie wiąże koniec z końcem. Łatwo dostrzec, że wspomniana wcześniej marynarka kosztować będzie obcokrajowca niecały dzień pracy, podczas gdy Polak, by móc ją kupić, będzie musiał pracować przez trzy dni. 

Stosunek naszej nabywczej siły realnej płacy jest zatem o wiele bardziej niekorzystny, przez co nasze portfele o wiele mocniej odczuwają każde zakupy.
Z tego powodu co bardziej zamożnych i wyczulonych na zmiany trendów mieszkańców zachodu stać jest na wymianę sporej części garderoby praktycznie co sezon. Dodając do tego wyprzedaże, na których można nabyć nowe rzeczy w cenie bochenka chleba czy litrowej butelki coca-coli, nie trudno jest zrozumieć motywację oddającego.

2. Jak grzyby po deszczu.

Żyjemy w czasach kryzysu, gospodarka zwalnia, Polska przestaje być zieloną wyspą, bo sukcesywnie spada poziom konsumpcji jej obywateli. Redukcje zatrudnienia, upadek małych i drobnych przedsiębiorstw we wszelkich branżach, z wyjątkiem jednej – dystrybucji używanej odzieży. Możecie wierzyć lub nie, ale jesteśmy świadkami prawdziwej ekspansji tego typu sklepów, zakładanych bądź to w formie indywidualnego przedsiębiorstwa bądź pod szyldem (sic!) sieciówki. Są inwazyjne niczym Barszcz Sosnowskiego: wkradają się w coraz to nowe rejony, ze względu na bardzo duże możliwości adaptacyjne potrafią sobie radzić w najbardziej ekstremalnych warunkach, a także niezwykle ciężko jest się ich pozbyć, gdy już się zadomowią. W mieście, w którym spędziłem czasy liceum jeszcze dwa lata temu były tylko cztery liczące się lumpeksy, obecnie liczba ta uległa potrojeniu i na pewno będzie wzrastać. Biologiczne porównanie do wszędobylskiego chwasta może wydawać się śmieszne, jednak w przeciągu ostatniego półrocza byłem świadkiem zamknięcia dwóch sklepów: meblowego i muzycznego, które, mimo świetnej lokalizacji, okazały się nierentowne. W ich miejscu znajdują się teraz dwa tętniące życiem sklepy z odzieżą z drugiej ręki. Klasyczny dobór naturalny, Darwin byłby dumny 🙂

3. Przeżyj to sam.

Może zatem warto by dać jednak szansę tym lumpeksom, które to dotąd organicznie kojarzyły się ze stertami starych, brudnych szmat i gromadami emerytów weń buszujących? Wszystko zależy od naszego podejścia, bo to osobiste uprzedzenia stanowią w tym przypadku największą przeszkodę („A co jeśli ktoś ze znajomych zobaczy? Pewnie pomyślą, że mnie nie stać na normalne ubrania” itp.). Gdy jednak postanowimy się przełamać i przekroczyć progi tego typu sklepu możemy się porządnie zdziwić faktem, jak rzeczywistość nie pokrywa się z naszym stereotypowym wyobrażeniem. Bo owszem tak nieciekawe miejsca z pierwszego zdania zdarzają się i dziś, o wiele jednak więcej jest takich, które swym wyglądem wiele nie różnią się od tradycyjnych sklepów: ubrania są czyste, porozwieszane na wieszakach i posegregowane asortymentem, a w powietrzu, zamiast zapachu stęchlizny, unosi się świeży zapach. Napotkana klientela także może zdziwić, tworząc mozaikę stylów, społecznych pozycji i pokoleń. Czasu musu korzystania z usług takich sklepów minęły bowiem bezpowrotnie; lwia część korzysta z nich nie dlatego, że musi, ale dlatego, że CHCE.

4. Zjednoczeni w różnorodności.

Gdy idzie o same lumpeksy, tak jak w przypadku sklepów standardowych, nie są one monolitem i potrafią znacząco się między sobą różnić.

Pierwszą płaszczyzną jest tutaj specjalizacja dotycząca asortymentu. Mało jest secondhandów, które posiadałyby w swej ofercie równie bogato zaopatrzone wszystkie działy, znacznie częściej specjalizują się w danym rodzaju asortymentu i to właśnie dla niego głównie warto przestępować progi tego sklepu. Osobiście mam lumpeksy od butów, od krawatów, chustek i szali, koszul etc. i zawsze kiedy je odwiedzam w pierwszej kolejności zaglądam na ten specjalistyczny dział.

Drugą stanowi system sprzedaży, który zależy w głównej mierze od właściciela sklepu lub sieci, do której ów należy. Najpopularniejszym sposobem określania wartości jest wycena poszczególnych rzeczy, często występuje także odzież wyceniana w zależności od wagi, w końcu tym dwóm systemom zdarza się współistnieć w ramach jednego secondhandu. Odzież na wagę najczęściej tanieje wraz z upływem tygodnia od dostawy, tę wycenioną charakteryzuje zazwyczaj stała cena, choć i tu w niektórych sklepach także stosuje się systemy przecen. Warto poznać te zasady, bo dzięki nim możemy jeszcze skuteczniej zmaksymalizować osiągnięte oszczędności – któż z nas ich nie lubi? 🙂

5. Grunt to dobre przygotowanie

Kiedy już przełamiemy wszelkie opory, zlokalizujemy warte odwiedzenia miejsca i zorientujemy się w obranych przez nie systemach sprzedaży, warto pamiętać o kilku prostych czynnościach, które pozwolą nam dobrze zorganizować secondhandowe poszukiwania:

5.1. Budżet

Dobrym pomysłem dla osób skrupulatnie kontrolujących wydatki jest wydzielenie sobie określonych środków, które jesteśmy w stanie wydać w sklepie z używaną odzieżą. Taki zabieg pozwala uchronić się przed pokusą kupna rzeczy, co do których nie jesteśmy do końca pewni albo są nam one niepotrzebne, a w konsekwencji straty pieniędzy.


5.2. Gotówka

Gdy już ustalimy wysokość kwoty przeznaczonej na zakupy warto móc te kwotę „poczuć fizycznie w dłoni”, gdyż wiele secondhandów nie posiada terminali płatniczych. Zdarzają się jednak i bardziej nowoczesne, które taką możliwość swym klientom oferują.

5.4. Torba

Tak jak na zakupy do supermarketu chodzimy najczęściej z torba wielorazowego użytku, by nie płacić dodatkowo za jednorazówki, tak samo powinniśmy robić wybierając się do lumpeksu – po co płacić 40 groszy za kawałek plastiku, gdy za tę cenę można mieć jedwabny krawat od Diora? 😀

5.5. Lista

Wiele poradników mówi, by nie nastawiać się na kupno konkretnych rzeczy w secondhandach. Musze się z tym nie zgodzić, gdyż jeżeli ktoś wizytuje lumpeksy regularnie, jego szanse na znalezienie konkretnego elementu garderoby rosną, a jasne sprecyzowanie celu poszukiwań znacznie je ułatwia i organizuje. Warto zrobić sobie listę brakujących naszej garderobie rzeczy – moja, od momentu jej sporządzenia przed kilkoma miesiącami, sukcesywnie się kurczy 🙂

Mam nadzieję, że moja chęć wyczerpania tematu nie okazała sie w praktyce czczą gadaniną. Dziękuję serdecznie tym, którzy dotrwali do końca i zapraszam niebawem na część drugą 🙂